Kategorie: Wszystkie | "Od kuchni" | Krówkowo :) | Słodko | Warzywnie | Wytrawnie
RSS
czwartek, 10 września 2009
Lekkie niczym puch domowe kokosanki

kokosanki

 

Po szaleństwach wokół płatków owsianych z gruszkami w jednym stojących cieście ;) pozostało mi sporo białek. Jako osoba gospodarna i oszczędna, nie lubiąca marnować żywności musiałm je jakoś spożytkować. Zwykle robiłam beziki, bo najszybsze i najprostsze, kiedy miałam owoce, często zapiekałam je też pod białkową "pierzynką" (swoją drogą gorąco polecam!). Tym razem ani jedno ani drugie jakoś mi nie pasowało, odkryłam natomiast w szafce sporą paczkę wiórków kokosowych. Nie zastanawiając się długo postanowiłam spożytkować je na szczytny cel :). Kokosanki, pomimo, że robiłam je po raz pierwszy były ekstra. Może dałam jedynie trochę za mało wiórków, ale dzięki temu wyszły naprawdę lekuchne. Przepis jest zmodyfikowaną wersją naszego domowego bezikowego. Wyszły dokładnie takie jak lubię najbardziej: kruchy wierzch skrywający półmiękki, lekko ciągnący się środek, coś wspaniełego!

 

kokosanki

 

Kokosanki niczym puch


Czas przygotowania (z pieczeniem): ok 30 min.

 

Niezbędne będą:

- blacha wyłożona papierem do pieczenia

- rondelek

- miska do ubijania (najlepiej metalowa, coby można ubijać "na parze")

- mikser

- folia aluminiowa albo papier do pieczenia

 

Składniki (na ok 40 kokosanek o śrenicy 4-5cm):

- 4 białka

- 1,5 szklanki wiórków (jeżeli ktoś chciałby "gęstsze", zbite, niech dorzuci nawet drugie tyle!)

- pół szklanki cukru (jeżeli ktoś lubi bardzo słodkie, niechaj da więcej!)

- trochę soku z cytryny (dałam z ćwiartki)

- szczypta soli

 

Do dzieła!

Nastawiamy piekarnik na 180st. W rondelku zagotowujemy wodę (będziemy bowiem ubijać białka z cukrem w misce "na parze"). Do miski wlewamy białka w temperaturze pokojowej ze szczyptą soli, ubijamy pianę. Pod koniec ubjania przenosimy miskę nad gotującą się wodę i cały czas ubijając, powolutku dodajemy cukier, pod koniec sok z cytryny. Miksujemy do czasu uzyskania gładkiej, lekko ciągnącej się masy (ok. 2 min.). Zdejmujemy z rondelka, dosypujemy wiórki, dobrze mieszamy. Wykładamy łyżką, albo szprycą (jeśli ktoś dyponuje profesjonalnym sprzętem), zgrabne kupki masy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia albo folią aluminiową (tą drugą sprawdzłam na bezikach i jest super). ja tego nie zrobiłam, wyłożyłam ciasto na wysmarowaną tłuszczem blachę i mi niestety przywarły...Odrywałam nożem. Pieczemy ok 15 min, do zrumienienia. Studzimy na blasze. Cierpliwie czekamy aż całkiem stygną, dopiero wtedy przystępujemy do ich przekładania. Smaczengo :)

 

kokosanki

 

wtorek, 08 września 2009
Kruche ciasto owsiane z gruszkami pod pierzyną :)

kruche ciasto owsiane

 

Wyśmienite, pożywne, sycące ciasto. Doskonałe na jesień, coby sobie poziom nastrojów wyrównać :). Robiłam je pierwszy raz, jako eksperyment, przekształcając klasyczny przepis na szarlotkę z kruchego ciasta mojej babci. Zamieniłam jabłko na gruszkę, mąkę na płatki owsiane, dodałam porządną, ciepłą pierzynę ;) i wyszło to co następuje: absolutna pychota! Wszystko zaczęło się od gruszek z działki "prosto z drzewa", mocno już dojrzałych, które to trzeba było szybko spożytkować ratując przed zatraceniem. Myślałam nad gotowanymi gruszkami pod leguminą mleczną, które uwielbiam, ale w ten sposób nie zużyłabym zbyt wielu ;). Padło więc na ciasto. Oczywiście kruche - moje ulubione. Miałam zapas płatków owsianych, więc postanowiłam zaszaleć. Wyszło naprawdę super. Kruchutkie, mało słodkie, sycące, a jednocześnie nie będące bombą kaloryczną ;). Doskonałe dla dużych i małych, bo koniec końców nie dość, że smakowite to całkiem zdrowe.


kruche ciasto owsiane


Kruche ciasto owsiane z gruszką


Czas przygotowania (z pieczeniem): ok. 60 min. (bez czasu chłodzenia ciasta)

 

Niezbędne będą:

- tortownica 26cm

- stolnica

- garnek na budyń

 

Składniki na ciasto owsiane:

- 1 szklanka mąki

- 1,5 szklanki płatków owsianych (błyskawicznych)

- 100g masła lub margaryny (dałam margarynę, ale kruche zdecydowanie wolę z masłem!)

- 4 żółtka

- 3/4 szklanki drobnego cukru (dałam mniej, koło 2/3)

- 2 łyżeczki proszku do pieczenia

- łyżeczka z lekką górką przyprawy do piernika

 

Wsad gruszkowy:

- 3 duże gruszki na pulpę

- 4 goździki

- duża gruszka do wyłożenia "na surowo" na pulpę

 

Budyń śmietankowy:

- gotowy z paczki, zrobiony wg przepisu (może być też waniliowy, jak ktoś woli, albo domowej roboty - najlepszy :))

 

Do dzieła!

Robimy ciasto jak klasyczne kruche. Mieszamy płatki z mąką, proszkiem do pieczenia i przyprawą, dodajemy masło/margarynę, siekamy. W osobnym naczyniu ucieramy jajka z cukrem na gęstą, puszystą, gładką masę. Wlewamy ją następnie do mąki i płatków, zagniatamy ciasto (bedzie trochę lepkie). Dzielimy na 2 części, jedna większa, druga nieco mniejsza. Zawijamy w folię, wsadzamy do lodówki na min. 2 godz, lub zamrażarki na ok 1 godz. W międzyczasie sporządzamy pulpę z gruszek: pyrkolimy pokrojone na kawałeczki gruszki na wolnym ogniu, aż powstanie nam dość gęsta masa (najlepiej jeśli gruszki nie rozpadną się do końca i zostaną kawałeczki w środku). Do pulpy dodajemy zmielone goździki, chwilę jeszcze gotujemy. Nastawiamy piekarnik na 200st. Schłodzonym ciastem (większą częścią) wykładamy suchą (!) tortownicę: spód i brzegi, dość wysokie. Wstawiamy spód na max 10 min do piekarnika coby się podpiekł (masa gruszkowa nie wsiąknie w niego dzięki temu). Można go obciążyć, jak spód pod tartę. Wyciągamy, studzimy. Wylewamy na lekko ostudzony spód pulpę gruszkową, na niej układamy kawałki surowych gruszek, na nie wylewamy budyń. Resztą ciasta pokrywamy powierzchnię (ja rwałam i kształtowałam palcami "placuszki"). Wstawiamy do piekarnika na ok. 40 min., do zrumienienia. Podajemy wystudzone :). Smacznego!

 

kruche ciasto owsiane

poniedziałek, 07 września 2009
Zielono mi - pipe rigate z pleśniowym szpinakiem

pipe rigate ze szpinakiem

 

Kolejne z makaronowych dań błyskawicznych. Bardzo łatwe do wykonania, gwarantujące sukces, najedzenie, cudowne doznania smakowe, a w to wszystko jeszcze tanie. Choć to ostatnie jest cechą naczelną niemal wszystkich past ;) (za to kocham je jeszcze bardziej!). Przepis pochodzi z mojej głowy, ale nie wykluczam, że ktoś inny wpadł na identyczny, koniec końców sam się fanom szpinaku narzuca :). Sos jest łagodny, ale nie mdły, minamalną ostrość nadaje mu ser pleśniowy, który jednocześnie sprawia, że smak całości jest niesłychanie wyrazisty. Bardzo gorąco polecam to radosne, zieloniutkie danie goszczące od lat nader często na moim stole.

 

Szpinakowe pipe rigate

 

Czas przygotowania: ok. 20 min.

 

Niezbędne będą:

- garnek na makaron

- durszlak

 

Składniki (na 2 duże porcje):

- 150g makaronu pipe rigate ("kolanek", albo innego podle uznania)

- ok. 400g szpinaku mrożonego (miałam tylko "papkę" na stanie, więc jej użyłam, lepszy jest w liściach, a może być też świeży)

- 2 ząbki czosnku

- 2 łyżki śmietany (dałam 18%)

- łyżka oliwy z oliwek

- 50g sera pleśniowego blue (u mnie lazur blue)

- sól do smaku

 

Do dzieła!

Rozmrożony szpinak wrzucamy na patelnię, podgrzewamy chwilkę, dodajemy oliwę, roztarty czosnek, sól. Podgrzewamy kilka minut, coby smaki się połączyły. Makaron gotujemy al dente w lekko osolonej wodzie. Gdy makaron jest gotowy wykładamy go na głębsze talerze, polewamy sosem, z wierzchu posypujemy posiekanym serem pleśniowym i zajadamy :). Smacznego!

 

pipe rigate ze szpinakiem

Pipe rigate bierze udział w akcji

SAY CHEESE

say cheese

 

niedziela, 06 września 2009
Śliwkowa rozkosz - "najłatwiejsze ciasto w świecie" :)

ciasto jogurtowe ze śliwkami

Stragany kuszą purpurowo-bordowo-granatowymi krągłościami, jak można się im oprzeć? Mnie się nie udaje i bardzo jestem z tego rada :). Co kilka dni mam niniejszym w domu ślwikowe święto obfitości. A czy jest coś pyszniejszego o tej porze roku niż świeżutki, pachnący, placek ze śliwkami? Otóż nie ;). W każdym razie dla mnie. Kocham, uwielbiam, "najłatwiejsze ciasto w świecie" jako zowie je dziecięca przyśpiewka. Przepis jest lekko zmodyfikowaną wersją receptury na ciacho owocowe Majanki, jak zawsze okazał się niezawodny! Ciasto wyszło miękkie, dość wilgotne, baaardzo aromatyczne, rozpływające się w ustach i (o zgrozo) silnie uzależniające. Pochłonęłam straszliwe ilości, a moje ciało i umysł krzyczały "Daj jeszcze!". Szczerze polecam!

ciasto jogurtowe ze śliwkami

Jogurtowe ciasto ze śliwkami


Czas przygotowania (z pieczeniem): ok. 60 min.

 

Niezbędne będą:

- duża tortownica (27 cm)

- miska do mieszania ciasta

- mikser

 

Składniki na ciacho (na tortownicę 27cm):

- Szklanka (250ml) jogurtu naturalnego (dałam 0%)

- 1 szklanka cukru (dałam niecałe 3/4, bo wolę nieco mniej słodkie)

- 2,5 szklanki (250ml) mąki

- 3 całe jajka

- 3 łyżeczki proszku do pieczenia (może być soda)

- pół szklanki oleju (dałam najzwyklejszy słonecznikowy)

- pół paczki cukru waniliowego

 

Składniki na kruszonkę:

- 3 łyżki (z górką) miękkiego masła

- 3 czubate łyżki drobnego cukru

- 3 czubate łyżki mąki

 

Do dzieła:

Myjemy śliwki, wyjmujemy pestki, rozdzielamy połówki, lekko posypujemy mąką (coby nam się mniej łacnie w ciasto zapadały ;)). Robimy kruszonkę: mieszamy wszytkie składniki i wyrabiamy w miarę gładkie ciasto. Zawijamy w folię spożywczą i siup do zamrażary. Nastawiamy piekarnik na 180st. Tortownicę smarujemy masłem, oprószamy bułką tartą lub kaszą manną. W misce mieszamy składniki suche, doadejmy jajka, jogurt, olej i miksujemy do uzyskania gładkiej, puszystej masy. Wylewamy ciasto do tortownicy, na wierzchu ostrożnie układami połówki śliwek skórką do dołu. Posypujemy stratym na tarce ciastem kruszonkowym. Pieczemy ok. 35 - 45 min., na środkowym poziomie piekarnika, do "suchego patyczka". UWAGA! Ciasto nie może się piec za długo, bo strasznie wyschnie. Po upieczeniu studzić ok. 10 min. w piekarniki przy otwartych drzwiczkach, następnie wyciągnąć. Pysznie smakuje jeszcze letnie, mm. Niebo w gębie, powiadam Wam!!!

ciasto jogurtowe ze śliwkami

Ciasto bierze udział w kacji śliwka :)

śliwki

 

 

środa, 02 września 2009
Jaśnie Oświecony władca zielonego strąka - Bób!

bób gotowany

Już znika ze straganów, mój ulubiony strączkowy władca...Jego coraz rzadsza na nich obecność zwiastuje zbliżającą się wielkimi krokami jesień. Zatem natenczas trzeba należycie to zacne warzywo porzagnać :). Czynię to ostatnio nader często i Was także do tego zachęcam. Moim ulubionym sposobem na bobik jest po prostu ugotowanie, acz nie byle jakie ;). Aby bób w pełni rozwinął skrzydła - zyskał swój wybitny, królewski smak, trzeba zadbać o odpowiednie dla niego towarzystwo w garcu. Koper, najzwyczajnieszy :). Pewnie znacie go bardzo dobrze z towarzystwa ogórków? Równie dobrze wpływa obecność tego delikwenta u boku bobu!


Bób gotowany z koprem


Czas przygotowania: około 20 min.

 

Niezbędne będą:

- spory garnek

- durszlak

 

Składniki (dla 4 osób, bądź 2 bardzo głodnych ;)):

- 1 kg. bobu

- łodyga z kwiatem kopru

- łyżka soli

- ok. 3 l. wody

 

Do dzieła:

Zagotowujey wodę w garnku. Myjemy bób. Gotującą się wodę solimy, dodajemy koper, wsypujemy bób. Gotujemy ok. 20 min. od momentu zagotowania (po tym czasie sprawdzamy, czy bób jest miękki). Odcedzamy i pochłaniamy jeszcze ciepły :). Smacznego!

bób gotowany

poniedziałek, 31 sierpnia 2009
Słodkie, puszyste kółeczka z patelni - cóż jak pancakes

pancakes

Robiłam pierwszy raz, ochotę miałam na nie od naprawdę bardzo dawna. Zainspirowały mnie kulinarne dzieła Abbry, Majanki i kilkorga innych spośród Was, którzyście w ostatnim czasie te cuda zza wielkiej wody poczynili :). Skorzystałam z przepisu Abbry - wyszły wybornie! Naprawdę byłam pod ogromnym wrażeniem, że coś tak prostego może być tak pyszne. Jednocześnie ogarnął mnie mały smutasek, że tak późno je odkryłam i aż się sobie zadziwiłam, jak mogłam się obyć bez nich w jadłospisie??? Teraz zagoszczą w nim na stałe, to pewne. Moje pierwsze pancakes wsunęłam z powidłami wiśniowymi - super. Były delikatne, puszyste, rozpływały się w ustach, wciągały do tego stopnia, że wraz z moim M. nie mogliśmy się pohamować i dobieraliśmy kolejne aż wyszły niemal wszystkie (a mało nie było ;))...A miało być śniadanko...Polecam gorąco, kto jeszcze nie próbował niechaj nie zwleka :)

 

Pancakes, po prostu :)


Czs przygotowania (ze smażeniem): ok. 30 min.

 

Niezbędne będą:

- mikser

- patelnia teflonowa (!), żadna inna nie wchodzi w grę

- chochelka do nakładania ciasta albo duża, głeboka łyżka

 

Składniki (dla 2 głodnych osób):

[przepis podaję za Abbrą, bo zniego korzystałam, tyle, że podwoiłam ilość składników i zrezygnowałam z cukru waniliowego oraz borówek]

- 300g mąki pszennej

- 2 łyżeczki proszku do pieczenia

- 4 łyżki cukru pudru

- 300ml mleka

- 50g stopionego masła

- 2 jajka

- odrobinka soli

 

Do dzieła:

Mieszamy składniki suche, dodajemy jajka, mleko i miksujemy do uzyskania gładkiej konsystencji. Następnie dodajemy ostaudzone, roztopione masło i łączymy z resztą masy. Rozgrzewamy patelnię (nie używamy żadnego tłuszczu, ni grama!!!). Nakładami ciasto chochelką i smażymy z obu stron na złoto :). Podajemy ciepłe (najlepsze!) z ulubionymi dodatkami: dżemikiem, konfiturką, musami owocowymi, bitą śmietaną, jogurtem, posypujemy cukrem, miodem, syropem, sosem czekoladowym, nutellą - komu co w duszy gra! Smacznego :D

pancakes

czwartek, 27 sierpnia 2009
Po urlopie :)

tatry

 

Uh, wróciłam z mojego mikro, bo 5 dniowego urlopu. Niestety musiał mi on wystarczyć za całe "wakacje" i nie powiem, całkiem się udało. Dzięki Tatrom oczywiście :). Niegdzie indziej nie mogłabym odetchnąć pełną piersią, poczuć że żyję i że to życie jest piękne. Bardzo mi dobrze z tą myślą, mam nadzieję, że zostanie ze mną do następnego prażenia się na hali ;).

 

A kulinarnie? Cóż jak nie klasyka nad klasykami, czyli oscypek, złoto Tatr. Wspaniały ser, kto jeszcze nie próbował, niechaj koniecznie to nadrobi. Proszę tylko abyście zwracali uwagę na to, czy jest rzeczywiście owczy, bądź z przewagą mleka owczego. Smak ma taki oryginalny, tradycyjny oscypek diametralnie inny od popularnych "tradycyjnych górskich serków" (bo nazwa oscypek jest zastrzeżona dla produktu z przewagą mleka owczego, wytwarzanego tradycyjną techniką), które faktycznie są po prostu krowie, najczęściej suto zasalane. Winien też być należycie uwędzony, na piękny, głęboki, złoty kolor, być twardy i zwarty. Oscypka można wykorzystać dosłownie do wszystkiego. Doskonale nadaje się jako klasyczny ser kanapkowy, pyszny jest smażony, sam, bądź z dodatkami, cieakwie komponuje się z zapiekankami, pasuje także do makaronów i jako wsad do zup. Jednym słowem jest przykładem sera w pełni uniwersalnego, choć o specyficznym smaku. Fanom wędzonych serów na pewno przypadnie do gustu! Osobiście najbardziej lubię oscypek chrupać "na surowo", na zielonej, tatrzańskiej hali, po wyczerpującym marszu, bądź smażony z patelni. O ile pierwszy sposób zarezerwowany jest dla błogich chwil wolności o tyle drugim na całe szczęście mogę się delektować przez cały rok, jeśli tylko wpadnie mi w ręce ten rarytas. Przyrządzenie tego specjału jest szczytem prostoty, a efekt...Mmm, niebo w gębie!

 

smażony oscypek

 

Oscypek smażony z żurawiną


Czas przyrządzania: ok. 5-6 min.

 

Niezbędne będą:

- patelnia (ja używam teflonowej)

- łopatka do przewracania

 

Składniki:

- oscypek wędzony (ilość podle upodobań ;))

- żurawina (j.w.)

- masło (opcjonalnie)

 

Do dzieła:

Rozgrzewamy patelnię. Kroimy oscypka na dość cienkie, ok. 0,5 - 0,7cm plastry. Kładziemy plastry na patelni, smażywmy po 2-3 min. z każdej strony na złoto (to zależy od twardości i "świeżości" oscypka). UWAGA! Ja używam niemal zawsze patelni teflonowej, dzięki temu mogę smażyć oscypka bez użycia tłuszczu, taki smakuje mi najbardziej, smak samego sera jest wtedy najbardziej wyrazisty. Można też smażyć go w sposób tradycyjny, na maśle. Jest także bardzo dobry! Gorącego oscypka układamy na talerzu, podajemy z żurawiną i wcinamy od razu, na gorąco. Pycha. Smacznego :)

 

smażony oscypek

Tradycyjnego oscypka smażonego z żurawiną dołączam do Durszlakowej akcji SAY CHEESE

say cheese

 

piątek, 21 sierpnia 2009
‘The Lovely Blog Award' Wyróżniam i ja :)

One lovely blog award

 

W związku z otrzymanym wyróżnieniem z rąk Viridianki (:*), pragnę z kolei uhonorować tym tytułem moje ulubione blogi i ich autorów. Oto 13 blogów, do których zglądam codziennie i się natycham po uszy :). Oczywiście w tej 13, siłą rzeczy, nie zmieściły się wszystkie moje źródła natchnienia. Wszystkim serdecznie dziękuję za Waszą twórczość, naprawdę robicie kawał dobrej roboty :D

1. Majana - Majanowe pieczenie (http://majanaboxing.blox.pl/html)

2. Aklat - Ucztując (http://ucztujac.blox.pl/html)

3. Cuda.wianki - Brulion z przepisami (http://brulionzprzepisami.blox.pl/html)

4. Mietowka22 - Raj słodkości (http://mietowka22.blox.pl/html)

5. Abbra - Moje kucharzenie (http://mojekucharzenie.blox.pl/html)

6. Kasiaaaa24 - Gotuję bo lubię (http://gotowaniecieszy.blox.pl/html)

7. Houseofcolours - Half hour Cook (http://halfhourcook.blox.pl/html)

8. Mojeslodkie - Cukrem i miodem (http://slodkie.blox.pl/html)

9. Dr.fly - Moje potyczki kulinarne (http://nismialakulinarnie.blox.pl/html)

10. Karolina - Bułka z masłem (http://jakbulkazmaslem.blogspot.com)

11. Blue_megi - Rogalik (http://rogalik.blox.pl/html)

12. Tehuana - W kuchni przytulanki (http://wkuchniprzytulanki.blox.pl/html)

13. Szarlotek - Cukiernicze kreacje (http://cukierniczekreacje.blox.pl/html)

 

PS. Przepraszam za te nieaktywne adresy stron...Ciemna jestem jeszcze w blogowej sferze i nie mam pojęcia jak wstawić aktywny link :(. Będę wdzięczna za pomoc światlejszych! Z góry dziękuję :)

 

Warzywa wkraczają na salony - sojowe chili :)

chili

Ano, wariacja wokół jednego z moich ulubieńszych, ekspresowych dań obiadowo - kolacyjnych - chili con carne. Z przyczyn oczywistych nie można użyć tej nazwy do mojej potrawy, wymysliłam więc nieco prostackie "sojowe chili", ale traktujmy to jako nazwę roboczą. Wymyślę mam nadzieję coś bardziej poetyckiego. Wracając do samego dania...Wpisuje się w moją zakrojoną na szeroką skalę akcję unikania mięsa. Jest eksperymentem, ale jakże udanym. W związku z tym zdecydowałam się patentem z Wami podzielić (choć zdaję sobie sprawę, że pewnie nie ja pierwsza wpadłam na takie zestawienie ;)). Chili w tej wersji jest naprawdę pyszne. Z grubsza smakuje jak jego mięsny odpowiednik. Zresztą dołożyłam strań aby tak było i przyrządziłam soję, dokładnie tak, jak czyniłam to z mięsem. Jest nieco delikatniejsze i zdecydowanie mniej tłuste. Spróbujcie, warto, choćby tak dla odmiany :)

 

Sojowe chili


Czas przygotowania: ok. 30 min.

 

Niezbędne będą:

- garnek (duży)

- porządna łycha do mieszania

- miska na soję

 

Składniki (dla 4 osób):

- opakowanie suszonych kotlecików, albo "trocinek" sojowych

- mała puszka koncentatu

- suszone pomidory (może byc bez, ale "z" zdecydowanie lepsze!)

- pulpa pomidorowa (najlepiej własnej roboty, z kawałkami pomidorów)

- 2 puszki fasolki czerwonej

- 2-3 chili

- 4 ząbki czosnku

- średnia cebula

- ok 3 płaskich łyżek słodkiej papryki

- pieprz cayenne (podle smaku)

- sól

- 2-3 łyżki oliwy z oliwek

 

Do dzieła:

 

Namaczamy soję, następnie siekamy na drobniutkie kawałeczki (zrobiłam błąd i zmieliłam, nie radzę, bo się robi papka, smaku to nie zmienia, ale lepiej posiekać, coby mieć więcej "na ząb" ;)), obsalamy do smaku. Na rozgrzanej oliwie podsmażamy cebulę na szklisto i czosnek. Gdy cebula się zeszkli wrzucamy soję, podsmażamy. Następnie dorzucamy koncentrat, chwilę razem wszystko jeszcze smażymy, następnie do gara wędruje pulpa i chili. Chwilę wszystko razem pyrkolimy. W tym momencie dorzucamy paprykę słodką i pieprz cayenne do smaku, ewentualnie solimy. Wrzucamy fasolkę, delikatnie mieszamy, pyrkolimy parę minut, próbujemy, w razie potrzeby dorzucamy papryki, pieprzu albo soli. Gotujemy jeszcze ok. 5 min. na wolnym ogniu. Podajemy gorące, najlepiej z tortillami :) (przepis na nie podałam osobno). Równie dobre, a nawet lepsze jest na drugi dzień :). Smacznego!

chili

 

 

‘The Lovely Blog Award’. Dziękuję :*

Spotkała mnie wczoraj przemiła niespodzianka - nagroda z rąk jednej z moich ulubieńszych blogerek - Viridianki.

One lovely blog award

Od razu, tak na początek, przepraszam, że dopiero teraz o tym piszę miast na gorąco, ale nie wyznaję się jeszcze za dobrze w blogowym światku i po prostu nie zorientowałam się w porę, że zostałam utytułowana. Trzeba mi było małego szturchnięcia ;).

Bardzo, ale to bardzo dziękuję Viridiance za wyróżnienie. To ważne i bardzo mobilizujące, tym bardziej na początku blogowej drogi. Mam nadzieję, że swoją pisaninę i pstrykaninę będę uskuteczniać dalej coraz lepiej i coraz pyszniej i że komuś, kiedyś coś się przyda :). Z tym większym zapałem siadam do skrobania notek, tłuczenia garów i szorowania foremek ;D