Kategorie: Wszystkie | "Od kuchni" | Krówkowo :) | Słodko | Warzywnie | Wytrawnie
RSS
czwartek, 04 lutego 2010
Hałuski - górskie kluski

hałuski

 

Zdecydowanie podhalańskie klimaty...Wyśmienite, owcze sery, grule i może nieco mniej związany z tradycją regionu, ale doskonale się komponujący z jednymi i drugimi - szpinak. Przepisów na ziemniaczane kluski, zwane pod Tatrami hałuskami, jest chyba tyle samo ilu ich amatorów i "znawców" wszelkiej maści. Generalnie wszystkie łączy jedno - ziemniak. Hałuski, jakie najbardziej lubię, takie, które miałam przyjemność smakować w gazdowskiej kuchni, z którymi tylko i wyłącznie śmiem utożsamiać tę nazwę robione są wyłącznie z surowych ziemniaków. Urodą nie grzeszą, podniebienie cieszą :). Jako dodatek do hałusków (miast tradycyjnego smalcu) wybornie sprawdza się tarty oscypek, oraz szpinak z bryndzą. Naprawdę warto, na długi, zimowy wieczór sporządzić to pachnące wiatrem od nagrzanych słońcem turni danie.

 

Czas przygotowania: ok. 50 min. (z gotowaniem)

 

Składniki na hałuski (dla 2-3 osób):

- ok. 400g ziemniaków (u mnie 5 ziemniaków)

- jajko

- szklanka mąki

- sól

 

Składniki na szpinak:

- 500g szpinaku(u mnie rozdrobniony, mrożony)

- czubata łyżka śmietany 18%

- dwa ząbki czosnku (rozgniecione)

- sól do smaku

 

Dodatkowo:

- tarty oscypek

- pokruszona bryndza

 

Do dzieła:

Rozpoczynamy od hałusków, bowiem gotować się będą dość długo. Ucieramy ziemniaki na  tarce o drobnych oczkach, optymalnie jak najdrobniej. Przekładamy do miski, dodajemy jajko, mąkę, sól i zagniatamy zwarte ciasto (w konsystencji jak na leniwe). Formujemy z ciasta wałki i kroimy na cząstki. UWAGA! Musimy robić to szybko, bowiem ciasto będzie się nam "rozluźniało", w miarę, jak ziemniaki będą puszczały wodę. Kluseczki nie muszą być super kształtne! W międzyczasie gotujemy w dużym garnku wodę, solimy. Wrzucamy kluski do wody i gotujemy ok 15-20 min. Podczas gdy klusi się gotują przyrządzamy szpinak. Do szpinaku dodajemy śmietanę, czosnek, sól i podsmażamy kilka minut, coby smaki sie połączyły. Odcedzone kluski i szpinak przekładamy na talerze, hałuski posypujemy startym oscypkiem, szpinak bryndzą i radośnie przystępujemy do konsumpcji. Smacznego :)

sobota, 30 stycznia 2010
Zimowy powiew egzotyki - tajskie rożki

tajskie rożki

 

Są pyszne, lekkie, pachnące, zdrowe, syciące. Nic im ująć nie sposób. Zadowolą najbardziej wybredne podniebienie, dodadzą blasku i polotu każdej uroczystości, wspaniale sprawdzą się do kolacji we dwoje, a przy tym ich zrobienie naprawdę nie zajmie dużo czasu. Pierwszy raz zrobiłam je jakiś rok temu i z mijesca mnie urzekły. Od tamtej pory goszczą u nas w domu regularnie. Nie zważając na aurę za oknem przynoszą powiew zamaroskiego ciepełka! Przepis pochodzi z serii Kuchnie Świata Gazety Wyborczej, z zeszytu "tajlandzkiego". Naprawdę polecam :)


Tajskie rożki


Czas przygotowania (porcja dla 4 osób): ok. 60 min. (z krojeniem składników)

 

Niezbędne będą:

- garnek o średnicy nieco większej niż średnica krąków papieru ryżowego

- ręczniki papierowe do osuszania papieru ryżowego

- spora deska do zawijania rożków

 

Składniki "farszu":

- ok 150g krewetek/surimi/szynki (do wyboru, podle upodobań, ja prewferuję surimi)

- 100g makaronu ryżowego

- papier ryżowy (zależnie od wielkości krążków, ok 20 szt.)

- świeża kolendra (nie używałam)

- mięta

- pęczek szczypiorku

- mango

- melon/ogórek/awokado (używałam, albo melona, albo awokado)

 

Zaprawa do makaronu:

- 3 łyżki octu ryżowego

- 2 łyżki cukru

- 1/2 łyżeczki soli

 

Sos:

- kilka łyżek sosu rybnego, sok z limetki do smaku, woda, cukier brązowy do smaku

 

Do dzieła:

Pracę należy zacząć od przygotowania "farszu". Na pierwszy ogień winien iść makaron, gotujemy go w osolonej wodzie nie więcej niż 3 min. Odcedzamy, przekładamy do miski, polewamy zaprawą: octem ryżowym dobrze wymieszanym z solą i cukrem. Dokładnie miesszamy i odstawiamy na czas krojenia reszty składników. Owoce, szczypior i surimi kroimy "w słupki". Układamy każde na osobnym talerzyku. Do garnka nalewamy cipłej wody, wkładamy pojedyńczo kilka krążków papieru ryżowego, czekamy ok. 2-3 min., aż nabiorą białawej barwy. Wyjmujemy je delikatnie na przygotowane uprzednio ręczniki papierowe (najlepiej 2 warstwy), osuszamy szybko, kładąc dosłownie na sekundę płat na ręcznik. Następnie układamy osuszony krążek na desce, nakładmy po porcji każdego ze składników, posypujemy ziołami, zawijamy jak naleśnik, odkładamy na tackę. Na koniec, przed podaniem, każdy z "naleśników" przecinamy ukośnie na pół i układamy elegancko na półmisku/talerzu, na którym będziemy danie serwować. W osobnej miseczce podajemy sos i maczamy w nim rożki, na wzór sushi. Smacznego :)

 

tajskie rożki

sobota, 12 września 2009
Ryba pomidorowo-ananasowa, czyli wariacja słodko-kwaśna

ryba słodko-kwaśna

 

Danie pierwsza klasa. Łączy w sobie wiele zalet, od niezwykłych walorów smakowych, poprzez prostotę i szybkość wykonania do absolutnej niezawodności! Tego dania po prostu nie da się zepsuć, pod warunkiem oczywiście zachowania wysokiej jakości części składowych, ale to chyba oczywiste :). Przepis pochodzi od znajomej rodziców, gości w naszym od dłuższego czasu niezmiennie zachwycając zarówno nas, jak wszystkich nim obczęstwywanych. Ryba w sosie pomidorowo-ananasowym smakuje równie dobrze jako danie główne, podawane na ciepło, jak również jako zimna przystawka. Pełen uniwersalizm jest więc kolejną jej zaletą. Na moim stole zagościła tym razem jako danie obiadowe, zaserwowałam ją z ryżem, z którym, moim zdaniem, komponuje się zdecydowanie najlepiej. Można także z powodzeniem podać ją z kaszą kuskus, makaronem sojowym lub ryżowym, w każdej z tych kombinacji zyskuje nową, oryginalną nutę. Naprawdę warto wypróbować tą prościutką, choć niebanalną potrawę. Z mojej strony gorąco polecam :)


Ryba pomidorowo-ananasowa


Czas przygotowania: ok. 20 min.

Niezbędne będą:

- rondelek

- patelnia

 

Składniki (na 3 słuszne porcje):

- ok. 350g ryby białej (u mnie była panga, dodkonale sprawdzają się także ryby morskie: mintaj czy dorsz)

- 3 mięsiste pomidory albo puszka gotowych, krojonych (polecam tą drugą opcję!)

- 1 cebula średniej wielkości

- 3-4 ząbki czosnku

- ok. 8 łyżek ketchupu dobrej jakości (daję Heinza klasycznego, sprawdza się świetnie!)

- puszka ananasa

- prażone ziarno sezamu

- olej lub oliwa do smażenia

 

Do dzieła!

Przyrządzamy rybę: kroimy na dość małe kawałki, ok. 4x7cm, obsalamy, obtaczamy w mące, smażymy na złoty kolor, odkładamy na talerz. Przystępujemy do sosu. W garnku podsmażamy na złoto pokrojoną dość drobno cebulę, dodajemy posiekany czosnek, podsmażamy razem. Następnie dorzucamy pomidory, odparowujemy nadmiar wody aż do uzyskania pulpy (jeżeli mamy pomidory z puszki, albo pulpę, ten proces odpada). Dodajemy ketchup, oraz pokrojonego w kostkę ananasa, ewentualnie szczyptę soli (ja nie dosalam, wystarcza to, co jest w ketchupie, ale jestem "małosolna", więc dla niektórych może być mało). Chwilę wyrkolimy na wolnym ogniu po czym dorzucamy rybę i dusimy kilka minut. Na samym końcu dosypujemy uprażony na suchej patelni sezam. (można też posypać nim wierzch potrawy przed podaniem). Serwujemy podle uznania: ciepłe czy zimne, z ryżem, makaronem czy kuskusem :). Smacznego!

 

ryba słodko-kwaśna

 

poniedziałek, 07 września 2009
Zielono mi - pipe rigate z pleśniowym szpinakiem

pipe rigate ze szpinakiem

 

Kolejne z makaronowych dań błyskawicznych. Bardzo łatwe do wykonania, gwarantujące sukces, najedzenie, cudowne doznania smakowe, a w to wszystko jeszcze tanie. Choć to ostatnie jest cechą naczelną niemal wszystkich past ;) (za to kocham je jeszcze bardziej!). Przepis pochodzi z mojej głowy, ale nie wykluczam, że ktoś inny wpadł na identyczny, koniec końców sam się fanom szpinaku narzuca :). Sos jest łagodny, ale nie mdły, minamalną ostrość nadaje mu ser pleśniowy, który jednocześnie sprawia, że smak całości jest niesłychanie wyrazisty. Bardzo gorąco polecam to radosne, zieloniutkie danie goszczące od lat nader często na moim stole.

 

Szpinakowe pipe rigate

 

Czas przygotowania: ok. 20 min.

 

Niezbędne będą:

- garnek na makaron

- durszlak

 

Składniki (na 2 duże porcje):

- 150g makaronu pipe rigate ("kolanek", albo innego podle uznania)

- ok. 400g szpinaku mrożonego (miałam tylko "papkę" na stanie, więc jej użyłam, lepszy jest w liściach, a może być też świeży)

- 2 ząbki czosnku

- 2 łyżki śmietany (dałam 18%)

- łyżka oliwy z oliwek

- 50g sera pleśniowego blue (u mnie lazur blue)

- sól do smaku

 

Do dzieła!

Rozmrożony szpinak wrzucamy na patelnię, podgrzewamy chwilkę, dodajemy oliwę, roztarty czosnek, sól. Podgrzewamy kilka minut, coby smaki się połączyły. Makaron gotujemy al dente w lekko osolonej wodzie. Gdy makaron jest gotowy wykładamy go na głębsze talerze, polewamy sosem, z wierzchu posypujemy posiekanym serem pleśniowym i zajadamy :). Smacznego!

 

pipe rigate ze szpinakiem

Pipe rigate bierze udział w akcji

SAY CHEESE

say cheese

 

czwartek, 27 sierpnia 2009
Po urlopie :)

tatry

 

Uh, wróciłam z mojego mikro, bo 5 dniowego urlopu. Niestety musiał mi on wystarczyć za całe "wakacje" i nie powiem, całkiem się udało. Dzięki Tatrom oczywiście :). Niegdzie indziej nie mogłabym odetchnąć pełną piersią, poczuć że żyję i że to życie jest piękne. Bardzo mi dobrze z tą myślą, mam nadzieję, że zostanie ze mną do następnego prażenia się na hali ;).

 

A kulinarnie? Cóż jak nie klasyka nad klasykami, czyli oscypek, złoto Tatr. Wspaniały ser, kto jeszcze nie próbował, niechaj koniecznie to nadrobi. Proszę tylko abyście zwracali uwagę na to, czy jest rzeczywiście owczy, bądź z przewagą mleka owczego. Smak ma taki oryginalny, tradycyjny oscypek diametralnie inny od popularnych "tradycyjnych górskich serków" (bo nazwa oscypek jest zastrzeżona dla produktu z przewagą mleka owczego, wytwarzanego tradycyjną techniką), które faktycznie są po prostu krowie, najczęściej suto zasalane. Winien też być należycie uwędzony, na piękny, głęboki, złoty kolor, być twardy i zwarty. Oscypka można wykorzystać dosłownie do wszystkiego. Doskonale nadaje się jako klasyczny ser kanapkowy, pyszny jest smażony, sam, bądź z dodatkami, cieakwie komponuje się z zapiekankami, pasuje także do makaronów i jako wsad do zup. Jednym słowem jest przykładem sera w pełni uniwersalnego, choć o specyficznym smaku. Fanom wędzonych serów na pewno przypadnie do gustu! Osobiście najbardziej lubię oscypek chrupać "na surowo", na zielonej, tatrzańskiej hali, po wyczerpującym marszu, bądź smażony z patelni. O ile pierwszy sposób zarezerwowany jest dla błogich chwil wolności o tyle drugim na całe szczęście mogę się delektować przez cały rok, jeśli tylko wpadnie mi w ręce ten rarytas. Przyrządzenie tego specjału jest szczytem prostoty, a efekt...Mmm, niebo w gębie!

 

smażony oscypek

 

Oscypek smażony z żurawiną


Czas przyrządzania: ok. 5-6 min.

 

Niezbędne będą:

- patelnia (ja używam teflonowej)

- łopatka do przewracania

 

Składniki:

- oscypek wędzony (ilość podle upodobań ;))

- żurawina (j.w.)

- masło (opcjonalnie)

 

Do dzieła:

Rozgrzewamy patelnię. Kroimy oscypka na dość cienkie, ok. 0,5 - 0,7cm plastry. Kładziemy plastry na patelni, smażywmy po 2-3 min. z każdej strony na złoto (to zależy od twardości i "świeżości" oscypka). UWAGA! Ja używam niemal zawsze patelni teflonowej, dzięki temu mogę smażyć oscypka bez użycia tłuszczu, taki smakuje mi najbardziej, smak samego sera jest wtedy najbardziej wyrazisty. Można też smażyć go w sposób tradycyjny, na maśle. Jest także bardzo dobry! Gorącego oscypka układamy na talerzu, podajemy z żurawiną i wcinamy od razu, na gorąco. Pycha. Smacznego :)

 

smażony oscypek

Tradycyjnego oscypka smażonego z żurawiną dołączam do Durszlakowej akcji SAY CHEESE

say cheese

 

piątek, 21 sierpnia 2009
Warzywa wkraczają na salony - sojowe chili :)

chili

Ano, wariacja wokół jednego z moich ulubieńszych, ekspresowych dań obiadowo - kolacyjnych - chili con carne. Z przyczyn oczywistych nie można użyć tej nazwy do mojej potrawy, wymysliłam więc nieco prostackie "sojowe chili", ale traktujmy to jako nazwę roboczą. Wymyślę mam nadzieję coś bardziej poetyckiego. Wracając do samego dania...Wpisuje się w moją zakrojoną na szeroką skalę akcję unikania mięsa. Jest eksperymentem, ale jakże udanym. W związku z tym zdecydowałam się patentem z Wami podzielić (choć zdaję sobie sprawę, że pewnie nie ja pierwsza wpadłam na takie zestawienie ;)). Chili w tej wersji jest naprawdę pyszne. Z grubsza smakuje jak jego mięsny odpowiednik. Zresztą dołożyłam strań aby tak było i przyrządziłam soję, dokładnie tak, jak czyniłam to z mięsem. Jest nieco delikatniejsze i zdecydowanie mniej tłuste. Spróbujcie, warto, choćby tak dla odmiany :)

 

Sojowe chili


Czas przygotowania: ok. 30 min.

 

Niezbędne będą:

- garnek (duży)

- porządna łycha do mieszania

- miska na soję

 

Składniki (dla 4 osób):

- opakowanie suszonych kotlecików, albo "trocinek" sojowych

- mała puszka koncentatu

- suszone pomidory (może byc bez, ale "z" zdecydowanie lepsze!)

- pulpa pomidorowa (najlepiej własnej roboty, z kawałkami pomidorów)

- 2 puszki fasolki czerwonej

- 2-3 chili

- 4 ząbki czosnku

- średnia cebula

- ok 3 płaskich łyżek słodkiej papryki

- pieprz cayenne (podle smaku)

- sól

- 2-3 łyżki oliwy z oliwek

 

Do dzieła:

 

Namaczamy soję, następnie siekamy na drobniutkie kawałeczki (zrobiłam błąd i zmieliłam, nie radzę, bo się robi papka, smaku to nie zmienia, ale lepiej posiekać, coby mieć więcej "na ząb" ;)), obsalamy do smaku. Na rozgrzanej oliwie podsmażamy cebulę na szklisto i czosnek. Gdy cebula się zeszkli wrzucamy soję, podsmażamy. Następnie dorzucamy koncentrat, chwilę razem wszystko jeszcze smażymy, następnie do gara wędruje pulpa i chili. Chwilę wszystko razem pyrkolimy. W tym momencie dorzucamy paprykę słodką i pieprz cayenne do smaku, ewentualnie solimy. Wrzucamy fasolkę, delikatnie mieszamy, pyrkolimy parę minut, próbujemy, w razie potrzeby dorzucamy papryki, pieprzu albo soli. Gotujemy jeszcze ok. 5 min. na wolnym ogniu. Podajemy gorące, najlepiej z tortillami :) (przepis na nie podałam osobno). Równie dobre, a nawet lepsze jest na drugi dzień :). Smacznego!

chili

 

 

czwartek, 20 sierpnia 2009
Pochwała prostoty, czyli tortille

torille pszenne

Dla mnie są zjawiskowe, jak wszystkie dania "z niczego", którymi można się autentycznie delektować, a ich smak wspominać długo, długo...Tortilla, niby nic, a jednak COŚ, coś, na co miałam ochotę od dawna, tylko jakoś zawsze okazji brakowało i przyznam szczerze odwagi - czy wyjdą, takie jak trzeba, elastyczne, mięciutkie, z delikatną "skorupką" na powierzchni? Nadarzyła się okazja (przyrządzałam chili, przepis niebawem :)), więc zacisnęłam zęby i z drżącym sercem zaryzykowałam samodzielnie wykonanie wymarzonych hiszpańskich placków. Wyszperałam przepis podstawowy na Gotujmy.pl., zmodyfikowałam nieco na podstawie kilku innych, coby odpowiednio wypośrodkować podle własnych odczuć prawdopodobieństwa skwaszenia ;). I tadam! O dziwo wyszły! Takie jak trzeba, mało samokrytycznie powiem, że niemal idealne, lepsze niż kupne, mmm. Przywołały wspomnienia odległych stron. Polecam wypróbować :)

Tortille pszenne

Czas przygotowania (łączny, ze "smażeniem"): ok. 30 min.

Niezbędne będą:

- Porządna patelnia, najlepiej teflonowa, albo żeliwna

- stolnica do wyrobienia ciasta i uformowania placków

- wałek

Składniki (dla 2 osób - ok 12 placków, +/- zależnie od grubości):

- 2 szklanki mąki pszennej

- 2 czubate łyżeczki masła, margaryny, albo smalcu

- 2 płaskie łyżeczki soli

- 1 łyżeczka (z "górką") proszku do pieczenia

- ciepła woda, ok pół szklanki, zależy ile wchłonie ciasto

Do dzieła:

Przygotowujemy ciasto - ogólnie tak jak pierogowe. Wysypujemy mąkę na stolnicę, dodajemy sól, proszek do pieczenia, palcami rozkruszamy w niej masło i powolutku dolewamy wodę, na bierząco zlepiając ciasto, aż powstanie nam zwarta, elastyczna, nie lepiąca się, ale "przylepna" kula, czyli w konsystencji ciasto pierogowe ;). Zawijamy ciasto w woreczek, coby nie wyschło. Odrywamy od niego kulki, rozwałkowujemy cieniutko na grubość ok 1-2 mm. Tak uformowane placki wrzucamy na suchą, rozgrzaną patelnię i smażymy dosłownie kilkanaście sekund z każdej strony, aż placuszki leciutko się przypieką, ale pozostaną elastyczne! UWAGA! Patelnia musi być naprawdę dobrze rozgrzana, a gaz duży, tylko wtedy tortille ładnie się zrumienią z zewnątrz a jednocześnie pozostaną elastyczne. Podawać z ulubionym sosem (najlepiej wszelkiego rodzaju fasolowe wariacje), bądź wsuwać same :). Smacznego!

torille pszenne

wtorek, 18 sierpnia 2009
Gorący romans ziemniaka z jajem, czyli zapiekanka

zapiekanka ziemniaczana

Niezawodne, szybkie danie z gatunku sprzątaczy lodówki, przy tym jednak bardzo smaczne i przy odrobinie dobrych chęci całkiem wyględne (nie u mnie tym razem niestety ;)), tak, że w gronie przyjaciół zupełnie spokojnie można podać na stół. Zapiekanka owa jest moją autorską wariacją wokół przepisu na zapiekankę węgierską zaczerpniętego dawno temu z Kulinarnego Atlasu Świata. W wersji oryginalnej poza składnikami, które pozostały niezmienne (jajo, ziemniak, cebula), znajdowała się kiełbasa i śmietana, u mnie zastąpiły je rybki: łosoś bądź tuńczyk oraz beszamel. Jakikolwiek będzie Wasz zestaw, a fantazjować z tym daniem można, oj można, zapewniam, że będziecie kontent. Zawsze bowiem wychodzi smakowite, pachnące i sycące.

Zapiekanka ziemniaczano - jajeczna


Czas przygotowania (z zapiekaniem): ok. 50 min.

 

Niezbędne będą:

- Naczynie żaroodporne

- rondelek do beszamelu

- patelnia do przesmażenia cebulki i czosnku

 

Składniki (dla 3 - 4 osób):

- ok 50dag ugotowanych ziemniaków (w mundurkach)

- 3 jaja na twardo

- 1 cebula

- 4-5 ząbków czosnku

- Szklanka mleka (250 ml)

- łyżka masła + trochę do wysmarowania formy

- łyżka mąki

- ser żółty dobrze się spiekający (miałam morski)

- 2 puszki tuńczyka w sosie własnym lub ok. 20-30 dag wędzonego łososia

- Ulubione przyprawy dobra jest papryka słodka i ostra, niezłe jest też na modłę włoską z oregano, bazylią bądź tymiankiem.

 

Do dzieła:

Piekarnik nastawić na 180st. Zaczynam zawsze od przygotowania składników i formy. Formę wysmarowuję masłem. Ziemniaki i jajka kroję na plasterki. Cebulę siekam "w piórka", czosnek w płatki, wrzucam na patelnię z odrobiną oliwy i podsmażam na szklisto - złoto. Odsączam tuńczyka lub kroję w paski łososia. Ser ścieram na tarce. Przystępuję następnie do beszamelu. W rondelku podsmażam masło i mąkę, dodaję mleko, solę, zagotowuję ciągle mieszając do zgęstnienia. Gdy wszystkie części składowe zapiekanki są gotowe do użycia, przystępuję do etapu końcowego, czyli układania warstw. Zaczynam od ziemniaków, układam ich plastry na dnie, następnie jajka (po ułożeniu obsalam!), cebulka z czosnkiem, tuńczyk/łosoś, beszamel, ser i od początku, aż do wyczerpania składników. Nie można zapomnieć w trakcie układania warstw o posypywaniu przyprawami! Mi się to niestety parę razy przytrafiło i musiałam ratować się dodając na wierzch, ale wiadomo, nie to samo ;). Na wierzchu powinien być beszamel pokryty serem. Wstawiam na ok. 20-30 min. do piekarnika, wyciągam jak ser będzie ładnie zrumieniony. Smacznego :)

zapiekanka ziemniaczana

piątek, 14 sierpnia 2009
Paróweczki w zwiewnych szlafroczkach wieczorową porą

parówki w szlafroczkach

Danie niezawodne na każdą właściwie okazję, o każdej porze dnia (i nocy ;)), proste niczym drogowe pasy, a do tego pyszne i sycące. Od kiedy pierwszy raz je zrobiłam na sylwestra, na stałe zagościło w moim repertuarze i powraca cyklicznie, już nie tylko w jako biesiadne "coś na ząb". Polecam wszystkim zaganianym, kiedy mają ochotę na coś konkretnego a czasu i sił nie za wiele :). Nie będziecie zawiedzeni!

Parówki w zwiewnych szlafroczkach

Czas przygotowania (z pieczniem): ok. 40 min.

Potrzebne będą:

- papier do pieczenia

- wałek

- stolnica

Składniki (dla 3 głodnych osób :)):

- 400g ciasta francuskiego

- 6 cienkich parówek

- ok 50g żółtego sera (gatunek - wedle upodbań)

- ok 2-3 łyżek ketchupu

- oregano

Do dzieła:

parówki w szlafroczkach

Nastawiamy piekarnik na 210st. Najlepiej na grzanie oddolne. Ciasto francuskie wałkujemy na grubość ok 3-4 mm, kroimy na kwadraty równej wielkości. parówki przekrajamy na pół. Ser kroimy w cienkie słupki. Układamy na każdym kawdraciku ciasta pół parówki, obok słupek, dwa słupki sera, polewamy parówkę odrobiną ketchupu (ile kto lubi), posypujemy oregano. Kwadraciki składamy na pół i zawijamy rożki. Układamy na papierze do pieczenia, zostawiając odstęp między zawiniątkami na wyrośnięcie. Wstawiamy do piekarnika na ok 20 min. (aż ciasto się przyrumieni). UWAGA! Jeśli ktoś lubi ciasto francuskie przypieczone ładnie z wierzchu na złoto niechaj przed wstawieniem rożków do piekarnika posmaruje je po wierzchu żółtkiem. Ja wolę w wersji naturalnej :). Smacznego!

środa, 12 sierpnia 2009
Na szybko, czyli makaroni w roli głównej

conchiglioni z tuńczykiem

Kiedy potrzba sycącego obiadu, a czas siedzi na karku, z pomocą przychodzi mi zawsze ON - makaron i jego wierny towarzysz o twarzach tak wielu, ile gwiazd na niebie - sos. Ubóstwiam tę wierną parę. Towarzyszy mi od zawsze i wszędzie. Pod namiotem, żaglach, górach, mazurach...Ostatnio równie często, w wersjach nieco bardziej wyszukanych, gości w mojej stacjonarnej, domowej kuchni. Można powiedzieć, że uczę się z nimi współpracy na nowo i traktuje z coraz to większym szacunkiem. Smakuję różne odmiany, eksperywmenuję z kształtami, frajda przy tym  nie lada.

Tym razem do garnka pomaszerowały średnie muszelki wespół w zespół z szarym tuńczykiem i malinowym pomidorem :)

Conchiglioni z tuńczykiem w pomidorach

Czas przygotowania: ok. 20 min.

Potrzebne będą:

- garnek na makaron

- patelnia

- rondelek na sosik

- mieszadła ;)

Składniki (na procje dla 2 żarłoków):

- ok 150g suchego makaronu - muszelek

- puszka tuńczyka w sosie własnym (najlepszy jest w kawałkach, dziś miałam rozdrobniony - mniej wyględny ale równie dobry :))

- 3 dorodne pomidory, najlepiej malinowe

- łyżka koncentratu pomidorowego

- pół dużej cebuli

- 3 ząbki czosnku

- łyżka oliwy z oliwek

- zioła prowansalskie

- ser do posypania (gatunek wedle woli, niema wszystkie żółte pasują)

- łyżka mąki i łyżka masła (na zasmażkę) - opcjonalnie podle gustu (ja wolę bez)

Do dzieła:

Nastawiamy wodę n makaron. Parzymy pomidory, obieramy ze skórki, wrzucamy pkrojone do rondelka i redukujemy na średnim gazie do postaci pulpy, dodajemy koncentrat, ew. zasmażkę. W międzyczasie kroimy cebulę w pórka, czosnek w cienkie plasterki, rozgrzewamy oliwę na patelni. Podsmażamy cebulę i czosnek, dorzucamy do nich odsączonego tuńczyka. Smażymy aż się wszystko ładnie przyrumieni. Wrzucamy podsmażonego tuńczyka do pulpy, mieszamy, chwilkę pyrkolimy na wolnym ogniu, przyprawiamy. Ugotowany, gorący makaron nakładamy na talerze, na niego sos, posypujemy startym serem i pochłaniamy :). Smacznego!

conchiglioni z tuńczykiem